Strefa Odpowiedzialności · 07.10.2026 · 10 min czytania
Samotność decyzji. Kontrterrorysta sam na sam z przestępcą
Rozmowa z Bogdanem Serniakiem, byłym zastępcą dowódcy pododdziału kontrterrorystycznego, o decyzjach podejmowanych samodzielnie i przy sprzecznych informacjach.
kluczowa myśl
Odpowiedzialność za decyzję często pojawia się nie dlatego, że ktoś formalnie ją przydzielił, ale dlatego, że tak ułożyły się okoliczności.
ścieżka nauki
Strefa Odpowiedzialności
wpis 3 z 5
rozmówca
Bogdan Serniak
b. Zastępcą Dowódcy Samodzielnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji we Wrocławiu
spis treści (21)
- Kiedy decyzję musisz podjąć sam
- Sytuacja sama wywołała go do odpowiedzi
- Nie było kogo zapytać
- „Co o tym sądzisz?”
- Jeden cel
- Informacja nie zawsze oznacza wiedzę
- „Sprzeczne informacje miałem bardziej w głowie”
- Co, jeśli informacja jest nieprawdziwa?
- Decyzja zamiast czekania na kolejną informację
- „Słyszałem siebie”
- Czas przestał mieć znaczenie
- Trening kontra rzeczywistość
- Czy można wytrenować decyzję?
- Jak przygotować człowieka do chwili, w której zostanie z decyzją sam?
- Po decyzji
- „Każda decyzja jest przemyślana”
- Co powiedzieć człowiekowi, który kiedyś zostanie sam?
- Co powiedziałby człowiekowi, który kiedyś będzie musiał podjąć bardzo trudną decyzję sam?
- Odpowiedzialność zaczyna się wtedy, kiedy nie możesz już zapytać
- „Tylko ja mogę ją zakończyć.”
- Czy potrafisz podjąć decyzję wtedy, kiedy nie masz już kogo zapytać?
W ramach „Strefy Odpowiedzialności” rozmawiam z ludźmi, którzy w swojej służbie i pracy wielokrotnie musieli funkcjonować pod presją, podejmować decyzje przy ograniczonej informacji i brać odpowiedzialność za ich konsekwencje.
Kiedy decyzję musisz podjąć sam
Są sytuacje, w których odpowiedzialność nie pojawia się dlatego, że ktoś formalnie wyznaczył człowieka do podjęcia decyzji.
Czasami pojawia się dlatego, że wszyscy inni się wycofali.
I nagle zostajesz sam.
Sam z sytuacją, drugim człowiekiem i świadomością, że sposób jej zakończenia zależy już przede wszystkim od Ciebie.
Tym razem rozmawiam z nadkomisarzem. Bogdan Serniak, byłym Zastępcą Dowódcy Samodzielnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji we Wrocławiu.
Bogdan opowiedział mi o sytuacji, w której przez ponad trzy godziny prowadził rozmowę z osobą posiadającą broń. W pewnym momencie zrozumiał, że nie ma już nikogo, kto podejmie tę decyzję za niego.
Nie będzie tutaj szczegółów operacyjnych. Interesuje mnie coś innego.
Co dzieje się z człowiekiem, kiedy odpowiedzialność przestaje być teorią, a staje się jego osobistym problemem?
Sytuacja sama wywołała go do odpowiedzi
Zapytałem Bogdana o moment, w którym zrozumiał, że ostatecznie to on będzie musiał podjąć decyzję.
Odpowiedział:
„Zostałem sam w sytuacji trudnej. Wszyscy się wycofali. Tylko ja rozmawiałem, tylko ja podejmowałem decyzje i po trzech godzinach rozmowy z niebezpieczną osobą trzymającą broń zrozumiałem, że to ode mnie wszystko zależy, jak się sytuacja skończy.”
To zdanie bardzo dobrze pokazuje, czym może być samotność decyzyjna.
Nie zawsze jest to świadome wejście w rolę człowieka, który „teraz dowodzi”.
Czasami sytuacja po prostu doprowadza do momentu, w którym ktoś musi przejąć odpowiedzialność.
Zapytałem, co było najtrudniejsze w świadomości, że tej decyzji nikt nie podejmie za niego.
Odpowiedź była zaskakująca:
„Chyba nie czułem tego tak.”
Po chwili wyjaśnił:
„Po prostu zrozumiałem, że sytuacja sama zdecydowała i zostałem wywołany do tablicy, do odpowiedzi, do działania. Zrozumiałem, że sama się nie rozwiąże. I że tylko ja mogę ją zakończyć.”
To bardzo charakterystyczne.
Bez patosu. Bez opowiadania o bohaterstwie.
Po prostu świadomość:
sytuacja sama się nie rozwiąże.
Nie było kogo zapytać
W sytuacjach krytycznych często mówi się o konieczności konsultowania decyzji, zbierania informacji i korzystania z doświadczenia innych.
Ale co zrobić, kiedy nikogo nie ma?
Bogdan odpowiada:
„Tylko po mojej stronie. Z nikim nie mogłem o tym porozmawiać, bo byłem sam. Decyzja była tylko po mojej stronie.”
Nie było możliwości zadania pytania:
„Co o tym sądzisz?”
Nie było drugiego człowieka, który mógłby przejąć część odpowiedzialności.
Był on i sytuacja, która wymagała rozwiązania.
Jeden cel
W pewnym momencie najważniejsze było dla niego jedno — odebranie broni i zrobienie tego w taki sposób, aby człowiek jej posiadający nie zrobił sobie krzywdy.
Bogdan opisuje, co działo się wtedy w jego głowie:
„Najważniejsze dla mnie było wyrwać mu broń i to tak, żeby się nie zastrzelił. Kombinowałem w głowie, rozmawiając z nim, jak się oderwać i polecieć, bo miałem dwa metry, i złapać tak, żeby odsunąć broń od jego głowy. Żeby zdążyć przed nim.”
Po chwili dodaje z charakterystycznym dla siebie dystansem:
„Najśmieszniejsze jest to, że kilka razy już się wyrwałem i poleciałem, ale tylko w głowie, bo zauważyłem, że nogi nadal stoją.”
To bardzo ciekawy obraz procesu decyzyjnego.
Człowiek może wielokrotnie przeanalizować działanie w głowie, zanim wykona pierwszy fizyczny ruch.
Informacja nie zawsze oznacza wiedzę
W sytuacji krytycznej chcemy mieć jak najwięcej informacji.
Ale Bogdan pokazuje, że sama ilość informacji nie musi oznaczać większej pewności.
W trakcie rozmowy poznawał człowieka, z którym miał do czynienia.
Jak mówi:
„Wiele rzeczy się zmieniało w trakcie rozmowy. Bardziej poznawałem jego, jak mówił, jak opowiadał, dzwonił telefonem, zwracał się do mnie.”
Sytuacja nie była więc czymś stałym.
Zmieniała się wraz z rozmową.
Zmieniała się także ocena człowieka, jego zachowania i możliwości dalszego rozwoju sytuacji. Miała miejsce pełna dynamika zmiennych, które potencjalnie mogły mieć wpływ na działanie.
„Sprzeczne informacje miałem bardziej w głowie”
Zapytałem Bogdana, czy miał wtedy do czynienia ze sprzecznymi informacjami.
Odpowiedział:
„Bardziej sprzeczne w głowie, co robić.”
To bardzo trafne określenie.
Problemem nie zawsze jest brak informacji.
Czasami problemem jest wybór właściwego działania spośród kilku możliwych.
W pewnym momencie za jego plecami znajdował się również negocjator.
Bogdan oceniał, że sposób prowadzenia rozmowy nie był właściwy i właśnie w wyniku rozwoju sytuacji znalazł się sam w pomieszczeniu.
Potem wydarzyła się sytuacja, która pokazuje, jak bardzo człowiek w warunkach presji interpretuje każdy sygnał.
Negocjator zapytał, czy może wyjść do łazienki.
Bogdan pomyślał, że być może w ten sposób daje mu sygnał, że wychodzi i zostawia go samego, aby mógł rozwiązać sytuację bez świadków.
Tak też zrobił.
Po wszystkim okazało się, że negocjator po prostu rzeczywiście chciał skorzystać z łazienki.
To drobny, ale bardzo ciekawy przykład tego, jak w sytuacji wysokiej koncentracji znaczenie może zostać przypisane nawet zupełnie zwyczajnemu zachowaniu drugiego człowieka.
To pokazuje jak zmienia się interpretacja słów gestów, czynów kiedy mamy maksymalnie wyostrzone zmysły i skupienie.
Co, jeśli informacja jest nieprawdziwa?
Jest jeszcze jeden fragment tej historii, który szczególnie mocno pokazuje problem podejmowania decyzji przy niepełnej wiedzy.
Bogdan posiadał informację, że człowiek, do którego wcześniej strzelano, zmarł w szpitalu.
Jednocześnie wiedział, że nie może przekazać tej informacji osobie, z którą rozmawiał, ponieważ mogłoby to wpłynąć na dalszy przebieg sytuacji.
Na końcu okazało się, że informacja była nieprawdziwa.
Postrzelony człowiek żył.
Bogdan sam zadaje pytanie:
„Co by było, jakbym mu powiedział, że nie żyje?”
To jest jedna z najważniejszych lekcji z tej historii.
Nie zawsze podejmujemy decyzję na podstawie pełnej i pewnej wiedzy.
Czasami musimy działać na podstawie tego, co mamy.
A dopiero później okazuje się, że część informacji była niepełna albo po prostu nieprawdziwa.
Decyzja zamiast czekania na kolejną informację
Zapytałem, co było wtedy ważniejsze: zdobywanie kolejnych informacji czy podjęcie decyzji na podstawie tego, co już wiedział.
Odpowiedział krótko:
„Podjęcie decyzji na podstawie tego, co miałem.”
To zdanie dobrze wpisuje się w jeden z podstawowych problemów sytuacji krytycznych.
W normalnych warunkach możemy poczekać.
Możemy zebrać więcej danych.
Możemy zapytać innych.
Możemy sprawdzić.
W sytuacji krytycznej może jednak nadejść moment, kiedy kolejna informacja już niczego nie zmieni, bo trzeba działać teraz.
„Słyszałem siebie”
Jednym z najbardziej interesujących fragmentów rozmowy był opis tego, co działo się z percepcją.
Zapytałem, co wtedy słyszał.
Odpowiedział:
„Słyszałem siebie, słyszałem swój głos, to, co mówię. Miałem wrażenie, że słyszę lecącą muchę.”
Jednocześnie jego wzrok był mocno zawężony.
„Głównie widzenie tunelowe. Ja i on.”
Na czym koncentrował uwagę?
„Na jego broni.”
To właśnie broń była dla niego najważniejszym elementem sytuacji.
Nie obserwował wszystkiego, co znajdowało się dookoła.
„Tylko przede mną, nie obracałem się.”
To pokazuje, jak bardzo w sytuacji ekstremalnej uwaga może zostać skupiona na jednym, kluczowym elemencie zagrożenia. W widzeniu tunelowym zawęża się percepcja do okólna a koncentracja skupia się na niebezpieczeństwie głównym. W tym przypadku to była broń w rękach człowieka, który w każdej chwili mógł zastrzelić siebie lub Bogdana.
Czas przestał mieć znaczenie
Rozmowa trwała ponad trzy godziny.
A jednak Bogdan nie miał poczucia uciekającego czasu.
„Nie czułem uciekającego czasu. Pracowałem w skupieniu ponad trzy godziny. Nie czułem zmęczenia.”
Dopiero kiedy sytuacja się zakończyła, pojawiło się zmęczenie.
„Po rozwiązaniu sytuacji poczułem ogromne zmęczenie.”
To kolejny element, który powtarza się w opowieściach ludzi funkcjonujących pod ekstremalną presją.
W trakcie działania organizm jest skoncentrowany na zadaniu.
Dopiero kiedy zagrożenie znika, może pojawić się pełny koszt wysiłku.
Trening kontra rzeczywistość
Zapytałem Bogdana, z czego korzystał wtedy najbardziej: z wiedzy zdobytej podczas szkolenia, doświadczenia czy wyuczonych automatyzmów.
Odpowiedź była jednoznaczna:
„Z doświadczenia, tylko i wyłącznie z własnego charakteru.”
A chwilę później:
„Automatyzmu nie było. Wszystko musiało być przemyślane.”
To ważne rozróżnienie.
Trening może przygotować człowieka do wykonywania określonych czynności.
Ale sytuacja, której wcześniej nie znał, może wymagać czegoś zupełnie innego.
Boguś mówi:
„Trening nie przygotował mnie mentalnie. Tylko lata pracy. Oczywiście umiejętności to trening.”
I dodaje:
„Powtarzające się sekwencje można dublować automatycznie, ale nowe, inne sytuacje to jest zupełnie nowa decyzja i tylko doświadczenie.”
To pokazuje różnicę pomiędzy wytrenowaną czynnością a decyzją w sytuacji, której wcześniej nie było.
Czy można wytrenować decyzję?
Zapytałem, czy można nauczyć człowieka samotności decyzyjnej.
Bogdana nie daje jednoznacznej odpowiedzi.
„Zależy na jakim poziomie.”
Jego zdaniem inaczej wygląda przygotowanie pojedynczego operatora, a inaczej dowódcy czy stratega.
Można wytrenować określone czynności.
Można również wielokrotnie stawiać człowieka w sytuacjach wymagających podejmowania decyzji.
Ale sama decyzyjność jest czymś trudniejszym do wytrenowania.
Jak mówi:
„Każdą czynność można wytrenować, tylko trzeba trafić z treningiem, żeby był odpowiedni do takiej sytuacji. Ale sama decyzyjność to raczej się nie da.”
Dlatego zapytałem inaczej:
Jak przygotować człowieka do chwili, w której zostanie z decyzją sam?
Odpowiedź:
„Jak najczęściej stawiać w sytuacji decyzyjności, gdzie raz decyzje mają wpływ na samego decydującego, a raz z odpowiedzialnością nad innymi osobami.”
To jest bardzo ważny wniosek.
Nie chodzi wyłącznie o ćwiczenie procedur.
Chodzi o ćwiczenie odpowiedzialności.
Po decyzji
Co dzieje się z człowiekiem po zakończeniu takiej sytuacji?
Boguś mówi krótko:
„Zmęczenie fizyczne i psychiczne.”
Czy od razu wiedział, czy podjął właściwą decyzję?
„Tak.”
Czy później oceniał ją inaczej?
„Nie.”
Czy odpowiedzialność za tę decyzję została z nim po zakończeniu sytuacji?
Tutaj odpowiada:
„Nie wiem.”
I ta odpowiedź również jest ważna.
Nie każdą odpowiedzialność da się łatwo zmierzyć.
Nie każdą można zamknąć jednym zdaniem.
„Każda decyzja jest przemyślana”
Na koniec zapytałem Bogdana o odpowiedzialność za życie człowieka znajdującego się kilka metrów od niego.
Jego odpowiedź:
„Więcej myślisz, więcej się kontrolujesz, nie postępujesz spontanicznie. Każda twoja decyzja jest przemyślana.”
To zdanie bardzo dobrze podsumowuje całą rozmowę.
Bo odpowiedzialność w sytuacji krytycznej nie musi oznaczać większej spontaniczności.
Czasami oznacza dokładnie odwrotnie:
więcej kontroli.
Więcej myślenia.
Mniej przypadkowych ruchów.
Większą świadomość konsekwencji.
Co powiedzieć człowiekowi, który kiedyś zostanie sam?
Na koniec zadałem Bogdanowi pytanie:
Co powiedziałby człowiekowi, który kiedyś będzie musiał podjąć bardzo trudną decyzję sam?
Najpierw odpowiedział:
„Nie wiem.”
A potem:
„Chyba żeby podjął i potrafił sobie wytłumaczyć, że ta decyzja była trafna, żeby znał argumenty takiego rozwiązania, po prostu wiedział, dlaczego tak zrobił.”
To zdanie zostaje.
Bo odpowiedzialność nie polega na tym, że człowiek zawsze ma rację.
Nie polega też na tym, że każda decyzja musi zakończyć się sukcesem.
Polega na tym, że potrafisz powiedzieć, dlaczego zdecydowałeś właśnie tak.
Odpowiedzialność zaczyna się wtedy, kiedy nie możesz już zapytać
W tej rozmowie nie ma jednej prostej odpowiedzi na pytanie, jak przygotować człowieka do samotnego podejmowania decyzji.
Jest za to kilka elementów, które się powtarzają:
doświadczenie, trening, kontrola, obserwacja, umiejętność działania przy niepełnej informacji i świadomość konsekwencji.
Ale jest jeszcze coś.
Moment, w którym człowiek rozumie:
„Tylko ja mogę ją zakończyć.”
I wtedy nie ma już możliwości przerzucenia odpowiedzialności na kogoś innego.
Pozostaje decyzja.
I pytanie:
Czy potrafisz podjąć decyzję wtedy, kiedy nie masz już kogo zapytać?
To właśnie jest Strefa Odpowiedzialności.
Do przemyślenia
- 01
Kiedy odpowiedzialność spadła na Ciebie, choć nikt formalnie Ci jej nie przekazał?
- 02
Jak działasz, gdy musisz zdecydować przy ograniczonej informacji?
- 03
Jakie konsekwencje swojej decyzji jesteś gotów ponieść z góry?
